Wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze. W Solel Boneh Adam był w swoim żywiole mając do czynienia z drzewem, które tak kochał. Kiedy przygotowywał oszacowania i obliczenia dot. transportu drzewa, to jego palce latały po klawiszach na starych maszynach do liczenia (z korbą z boku; to jeszcze nie były kalkulatory.) i koraliczkach na liczydłach. Nauczył się używać liczydła w czasie wojny w Rosji. Mógł obliczyć objętości, długości, konwersje i ceny na liczydle szybciej niż większość ludzi na kalkulatorze.

Wciąż musiał znosić wiele niewybrednych komentarzy na temat jego “shikseh” – nie żydowskiej żony, ale on zawsze mówił, że ci bluźniercy mogą iść do cholery. Również słyszał wiele niemiłych uwag z powodu tego, że jego dzieci uczęszczały do katolickiej szkoły Św. Józefa prowadzonej przez braci francuskich w Jaffie – zwanej “misją”. Studenci byli wyznania katolickiego i grecko-prawosławnego; byli wśród uczniów Żydzi z niedawnej imigracji i Izraelczycy, muzułmanie, arabscy chrześcijanie, dzieci z ambasad i konsulatów. Nauka w tej szkole była na bardzo wysokim poziomie.

Matka znalazła pracę w miejscowej firmie tekstylnej, która do tej pory jest największą fabryką bielizny i wyrobów pończoszniczych w Izraelu. Nazywa się Lodzija, ponieważ właściciel pochodził z Łodzi. Druga pensja oczywiście była bardzo pomocna w domu. Dzieci były w internacie. Ja opiekowałem się Janem kiedy mamy nie było. Rodzice znaleźli ładniejsze, większe mieszkanie w pobliżu centrum miasta Holon na ul. Shenkar. Miejsce, w którym Adam żył aż do śmierci.

15 Shenkar St. w Holon. Nasze mieszkanie na pierwszym piętrze, z kwiatem w oknie kuchennym.

Ten skrawek trawy, który widać na zdjęciu, na lewo od wejścia do budynku – to była trawa Adama – około 4m na 4m. On ją podlewał i pielęgnował, a każdy, kto w jakikolwiek sposób by tej trawce zaszkodził, to miał do czynienia z Adamem. To była jego duma. Nikt nie miał prawa stąpnąć nogą na ten ukochany skrawek jego ziemi.

Dobry przyjaciel ojca z Polski, Szaul Berezowski (znany kompozytor i reżyser polsko-żydowski) już mieszkał w Izraelu. Skontaktował się z Adamem. Zaproponował mu śpiew w chórze oraz udział w różnych przedstawieniach i musicalach. Oczywiście Adam przyjął zaproszenie i kilka razy w tygodniu, wieczorami, oddawał się muzyce, ciągle za dnia pracując w Solel Boneh. Śpiew był miłością jego życia, jego pasją; widać było ile sprawia mu przyjemności, jak zmienia się jego twarz. Śpiew dodawał jej blasku. Występował w znanych przedstawieniach wystawionych przez Dzigana i Schumachera. Po przejściu na emeryturę, jeszcze kilka lat przed śmiercią, dalej śpiewał zawodowo.

Jednym z jego ulubionych zajęć było pójście w sobotę, razem z matką, na plażę w Bat Jamie. Na drogę trzeba było przeznaczyć godzinę marszu. 4-6 godzin przebywali na plaży spacerując, pławiąc się w słońcu i morzu, posilając się owocami przyniesionymi ze sobą, a następnie wracali do domu. Rzadko korzystali z busów, które mogły ich podwieźć z plaży do centrum Holonu, około 10 minut od domu. Z tej formy podwózki korzystali gdy byli starszymi ludźmi. Obydwoje byli zawsze w świetnej formie fizycznej i ładnie opaleni.

To jest plaża na Skali (Ha-Sela) ze względu na skały po lewej stronie. Moi rodzice tam spędzali soboty, a mój brat Jan i ja często niedziele.

Stabilizacja związana z pracą dawała mu wiele zadowolenia i spokoju, toteż Tatę pamiętam jako człowieka szczęśliwego. Z Solel Boneh odszedł około 1973 roku. Rodzice odwiedzili mnie i mojego brata w Paryżu, a później w Stanach Zjednoczonych. Przylecieli do Stanów na ślub Jana i Karen w październiku 1982 r.

Adam przez całe życie był zdrowym, silnym człowiekiem, ale z biegiem lat, po 65-tym roku życia, zaczęły dawać mu się we znaki przeżycia z dawnych lat. Wysokie ciśnienie krwi oraz zaburzenia rytmu i pracy serca doprowadziły do pierwszego ataku, po którym lekarze zalecali wypoczynek. Niemożność uprawiania ulubionego zajęcia, czyli spacerów, była dla niego największą karą. Nie zaniechał spacerów i trzeci atak serca w końcu go zabił.

Dostałem wiadomość po północy. Następnego dnia z bratem poszliśmy do ambasady po wizy do Izraela. Adam chciał mieć pogrzeb żydowski: “Urodziłem się Żydem i umrę Żydem.” Wielu krewnych i przyjaciół, kolegów i znajomych przybyło na pogrzeb. Byli ci, co znali go i jego rodzinę z Polski i z Izraela. Na ogromnym cmentarzu między Holonem i Bat Jamem, mój brat i ja chcieliśmy zobaczyć naszego ojca, uścisnąć go po raz ostatni. Gdy zbliżyliśmy się do niego, kilku brodatych rabinów i pomocników z Chewra Kadisza do nas biegło machając rękami. Nie rozumieliśmy, dlaczego. Wyjaśniono nam, że według żydowskiej tradycji, pochodzimy z plemienia Cohenów, czyli kapłanów, ze starego plemienia kapłanów żydowskich z wielkiej świątyni w Jerozolimie, od Aarona brata Mojżesza pierwszego kapłana, tak jak jest opisane w Starym Testamencie. Jak oni tego wiedzieli – nie mam pojęcia?! Oraz kapłani nie mogą dotykać martwych i nie być w tym samym pokoju co martwy. Po kilku minutach dyskusji pozwolono nam podejść i zobaczyć go z bliska. Tradycyjnie, Żydów nie chowa się w trumnie. Był zawinięty w prześcieradła jak mumia i miał uśmiech na twarzy: uśmiechnięty Cohen. Chyba dlatego że wyjęli mu protezy z ust.

Grub Adama w Holonie/Bat-Jamie.
Leży na piaskach Holonu, a Holon to znaczy piasek.

Adam Motyl-Szary urodził się w zupełnie innym świecie niż ten, który my znamy. Całe dobro, które daje nam cywilizacja – nowoczesny przemysł, kultura wysoka i ta popularna, instytucje, szkolnictwo, instytucje rozrywki i usługi, które nas oplatają a my przyjmujemy je jako dobro dnia codziennego – opisanie jej i różnic między światem Adama a naszym zajęłoby nam mnóstwo czasu. Adam był uczestnikiem i świadkiem wielu tragedii ludzi w tym bardzo trudnym okresie w historii świata.

Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że opisana historia nigdy się nie zdarzyła. Nie tylko to wszystko się stało, ale zostało doświadczone przez Sabę, jak go nazywały moje dzieci. Mnie to wszystko sam opowiedział. I choć jego historia była wyjątkowa, a czasem nie do uwierzenia, on jest jednym z wielu, którzy mieli szczęście przetrwać ten okres. Zawsze pozostawali z nadzieją, że ich dzieci będą żyć w lepszym świecie.

Odziedziczyłem jego optymizm. Wbrew temu, co może nam się wydawać, to piekło, w którym żyjemy, to RAJ w porównaniu z 20. wiekiem. Bądźcie szczęśliwi, radośni i budujcie świat lepszy dla swoich dzieci!

Adam Moty-Szary, nasz kochany tata i dziadek. 1982
Dowidzenia… (Na ślubie Jana)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.