Ziemia obiecana

Kiedy moi rodzice już mieli pewność, że będą wyjeżdżać z Polski, zaczęli się zastanawiać, co należy sprzedać z rzeczy nieprzydatnych w Izraelu (np. futra), a kupić towar, który będą mogli sprzedać z zyskiem po przybyciu do nowego kraju. Powiedziano im, że powinni kupować kryształy oraz… motorower, podobno bardzo rozchwytywany w Izraelu. W okolicy marca 1957 kilka wielkich drewnianych skrzyń pojawiło się w mieszkaniu i powoli wypełniane były towarami i meblami. Znalazł swoje miejsce również motorower (który był sprzedany z dobrym zyskiem po przyjeździe do Izraela!). To wszystko było wysłane do Hajfy przed 1. maja.

Z dworca kolejowego wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy do portu w Szczecinie nad Morzem Bałtyckim. Wszyscy emigranci zmierzający do Izraela wsiedli na stary statek pasażerski (to nie był statek wycieczkowy, uwierzcie mi) płynący do Le Havre we Francji. Płynęliśmy niemieckim wybrzeżem na zachód do Kanału Kilońskiego i dalej do kanału La Manche. Morze było wzburzone i pogoda straszna. Wszystkich pasażerów dopadła choroba morska. W Le Havre w północnej Francji przesiedliśmy się do pociągu i dotarliśmy w okolicę pięknego miasta Montpellier na południu Francji. Ten etap zakończył się pobytem w tymczasowym obozie dla emigrantów.

Żyliśmy w blaszanych budach, w koszarach.

Fantastyczna pogoda sprzyjała nam podczas ok. czterotygodniowego pobytu. Jedzenie we Francji było bardzo dobre – po prostu uwielbialiśmy sery i bagietki. Nadszedł dzień, gdy kazano nam zająć miejsca w autobusach i przewieziono nas do Marsylii. Wsiedliśmy na włoski statek – o wiele ładniejszy niż ten, którym płynęliśmy z Polski. Morze Śródziemne było spokojne, a pogoda wspaniała. Kilka dni później (może 10? 14?) dotarliśmy do Portu w Hajfie.

Haifa

W Hajfie, po odprawie celnej i kontroli w dziale imigracyjnym, spotkaliśmy kuzyna ojca Havka i jego rodzinę. Świat, który zobaczyliśmy był dla nas nowy – inny kontynent, kraj, język, pogoda, architektura i różni ludzie. Oczywiście wiele osób mówiło po polsku i w jidysz, więc Adam komunikował się z łatwością. Po kilku dniach zawieziono nas do domu mojego wujka Shabtaja w mieście Rishon Letzion, jednego z pierwszych osiedli żydowskich w Izraelu. Shabtai i jego żona Batsheva mieszkali tam ze swymi dwoma synami, Edni i Dani (dziesięć lat starsi ode mnie). Shabtai, po przybyciu do Izraela w 1926 przetłumaczył swoje nazwisko „Motyl” na hebrajski czyli “parpar”. Od tej pory jego nazwisko brzmiało Shabtai Parpari. Dwaj synowie byli w Siłach Obronnych Izraela – Dani w wywiadzie i Edni w pułku spadochroniarzy. Spędziliśmy kilka miesięcy w Rishonie i zaczęliśmy przyswajać język i poznawać ludzi. Ponieważ Shabtai był administratorem w Zarządzie Budynków Mieszkalnych zwanym Amidar, przydzielono nam małe mieszkanie na nowym osiedlu o nazwie Rasko Bet w mieście Holon koło Tel Awiwu. Budynki były trzy piętrowe z 6 wejściami i zwanych “shikunim” lub subsydiowanymi mieszkaniami. Było około 12 budynków. Nie było gazu, a więc gotowano na piecyku olejowym, a na dworze upał.

Adam zaczął rozglądać się za pracą. Po kilku dorywczych pracach zatrudnił się u jednego z przyjaciół z Polski, Haim Skórka, który miał kilka firm. Jedną z nich była fabryka mebli. Było ciężko, praca w gorączce i nisko wynagradzana, ale mieliśmy chociaż na chleb i masło (naprawdę margarynę). Po około 8 miesiącach Adam otrzymał pracę jako kierownik kawiarni-restauracji na plaży o nazwie Riwiera w sąsiednim mieście Bat Jam. Była to piękna okolica, wspaniałe piaszczyste plaże, ale było niewielu klientów, a obsługa straszna, bardzo leniwa. Wytrwał tam 6 miesięcy.

Beach on the Mediterranean

Brak perspektyw na przyszłość i niemożność poradzenia sobie z nowym początkiem w wieku 48 lat spowodowały u Adama depresję i załamanie, postanowił zakończyć to wszystko. Pewnego spokojnego wieczoru, gdy nie było już nikogo na plaży, wszedł do wody i zaczął płynąć w kierunku horyzontu. Miał nadzieję, że w końcu tak się zmęczy, że zasłabnie i utonie. Na szczęście nie tak łatwo się umiera. Myśli jego biegły ku rodzinie, do żony i swoich dwóch małoletnich synów. Im dłużej myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że śmierć nie ma sensu, że nie można samemu decydować o końcu życia. Adam był rozbitkiem, który przeżył piekło w czasie wojny i komunizm po wojnie. Postanowił żyć. Zawrócił, dopłynął do brzegu. Przez wiele tygodni nic nikomu nie powiedział o tym zdarzeniu. Ja się dowiedziałem od matki w latach 70.

Kilka miesięcy później i jemu zaczęło sprzyjać szczęście, odszedł z Riwiery i zatrudniono go na stanowisku eksperta drewna, czyli brakarza w największej firmie budowlanej w Izraelu Solel Boneh, która była monopolistą państwowym na rynku izraelskim. W Izraelu nie ma lasów. Każdy kawałek drewna z importu przeznaczonego na budowę przechodził przez jego firmę, a tym samym i jego ręce. Lubił swoją pracę i pozostał tam aż do emerytury.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.